Z Muzeum Techniki skradziono przedwojenny motocykl legendarnej marki Sokół. Jak to się stało?

Muzeum Techniki w Narodowe Muzeum Techniki, z kolekcji muzeum został skradziony przedwojenny motocykl legendarnej marki Sokół 1000. Sprawców nie udało się odnaleźć.

Narodowe Muzeum Techniki powoli szykuje się do ponownego otwarcia w swojej siedzibie w Pałacu Kultury. Ponownego, bo przez pół wieku działało tam jako Muzeum Techniki i Przemysłu Naczelnej Organizacji Technicznej. Podstawą do jego restartu jest ugoda, którą w grudniu w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego podpisały: Narodowe Muzeum Techniki, stołeczny samorząd, Pałac Kultury i Nauki oraz NOT.

Pojazdy, aparaty telefoniczne i stare komputery.

Do 2015 r. podstawą utrzymania muzeum były państwowe dotacje. W 2016 r. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego odmówiło dalszego finansowania. Naczelna Organizacja Techniczna przestała płacić czynsz za pomieszczenia w Pałacu Kultury, zalegała z wypłatami pensji i odpraw zwalnianych pracowników, składek ZUS i należności dla urzędu skarbowego. Długi sięgały milionów złotych.

W czerwcu 2017 r. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz miasto Warszawa powołały Narodowe Muzeum Techniki. Nowa instytucja finansowana przez państwo miała zacząć działać w tym samym miejscu co stara, z tymi samymi pracownikami i eksponatami. Ale NOT nie chciał przekazać kolekcji do nowego muzeum. Organizacja podkreślała, że jej własnością jest zgromadzone przez 60 lat 15 tys. eksponatów, m.in. pojazdy, aparaty telefoniczne i stare komputery.

Biznesmeni opiekują się zbiorami

Zarząd pałacu wypowiedział NOT umowę najmu, potem wystąpił o eksmisję. NOT odpowiedziała kontrpozwem o naruszenie stanu posiadania.

Naczelna Organizacja Techniczna zwolniła liczącą około 70 osób załogę muzeum, zaś opiekę nad zbiorami powierzyła biznesmenom ze spółki Sarmatia Group, którzy obiecali uratować placówkę dzięki współpracy z komercyjnymi firmami. Obawiając się, że cenne eksponaty mogą zostać wywiezione, stołeczny konserwator zabytków Michał Krasucki wydał decyzję o zabezpieczeniu zbiorów, które nieco wcześniej zostały wpisane do rejestru zabytków.

Spór udało się rozwiązać ugodą z grudnia 2017 r., na mocy której m.in. Ministerstwo Kultury i miasto Warszawa odkupiły kolekcję od NOT. Miasto wyłożyło 3,5 mln zł.

Ale jak się okazuje, kolekcja nie wróciła w całości.

Prezydent wyjaśnia chronologię wydarzeń

Zaginął przedwojenny motocykl Sokół 1000 – legendarny polski odpowiednik Harleya–Davidsona. Tym samym została zdekompletowana kolekcja motocykli tej marki. Ujawniła to warszawska radna Izabela Chmielewska, składając interpelację w tej sprawie.

Odpowiadając na nią, prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz potwierdziła, że motocykl zniknął. Wyjaśniała chronologię wydarzeń: na przełomie listopada i grudnia 2016 r., jeszcze przed powołaniem narodowego muzeum, motocykle Sokół, które stanowiły wówczas własność NOT, zostały przewiezione do oddziału terenowego organizacji w Chlewiskach pod Radomiem, 130 km od Warszawy. W sierpniu 2017 r., już po powołaniu nowego muzeum, motocykl Sokół 1000 został skradziony z Chlewisk. Policji nie udało się wykryć sprawców. Umorzyła postępowanie.

Narodowe Muzeum Techniki po przejęciu zbiorów od NOT przewiozło sokoły oraz inne przedwojenne polskie motocykle do Pałacu Kultury. Magazyny w Chlewiskach zostały objęte zewnętrzną ochroną.

Decyzja o przewiezieniu motocykli do Chlewisk została podjęta, gdy dyrektorem Muzeum Techniki NOT był Piotr Mady. Od lipca 2017 r. pełni on obowiązki dyrektora Narodowego Muzeum Techniki.

gazeta.pl

Kaski motocyklowe stare, powypadkowe potrzebne

Zgłosiła się do nas Harcerska Grupa Ratowniczo-Medyczna „Piaseczno” z prośba o przekazanie starych, niepotrzebnych kasków motocyklowych – także takich z widocznymi uszkodzeniami.

Kaski potrzebne są do szkoleń, jako rekwizyty. Zdejmowanie kasków z głowy motocyklisty wymaga jednak wprawy i ta wiedza ratowników jest w interesie każdego motocyklisty. Nie pozostańcie bierni, kto coś ma proszę słać na adres jak poniżej.

Adres do wysyłki:
Harcerska Grupa Ratowniczo-Medyczna „Piaseczno”
Graniczna 9
05-501 Piaseczno.
Telefon kontaktowy do osoby koordynującej pozyskiwanie kasków:
Piotr Sochaczewski- tel. 666348559

Takiego motocykla świat jeszcze nie widział. Inspiracją słynne zabawki

W czwartek 16 lutego podczas imprezy LEGO World w Kopenhadze pokazano futurystyczny, designerski motocykl BMW inspirowany modelem LEGO Technic Hover Ride. Pojazd powstał w wyniku współpracy projektantów LEGO Technic i BMW Motorrad.

1 stycznia – z okazji obchodów 40-lecia serii LEGO Technic w 2017 roku – na rynku pojawił się kolekcjonerski zestaw dla małych i dużych fanów motocykli LEGO Technic BMW R 1200 GS Adventure, będący połączeniem innowacyjnego designu i nowoczesnej inżynierii. Można z niego zbudować ikonę turystycznych enduro BMW R 1200 GS Adventure oraz kompletnie nowy model przyszłości – LEGO Technic Hover Ride.

Już sam zabawkowy motor przypomina pojazd przyszłości i pokazuje, że z klocków można zbudować wszystko. Projektanci BMW poszli jednak krok dalej i stworzyli prawdziwy motocykl, który jest odzwierciedleniem LEGO Technic Hover Ride. – To było niesamowicie kreatywne. Nasza koncepcja nowego motocykla obejmuje nie tylko elementy charakterystyczne dla BMW Motorrad, takie jak silnik w układzie boxer, sylwetkę i niebiesko-czarną kolorystykę GS, lecz także idealnie współgra ze stylistyką LEGO Technic – komentuje Alexander Buckan, szef BMW Motorrad Vehicle Design.

Prawdziwy motocykl BMW inspirowany modelem LEGO Technic Hover Ridebędzie teraz prezentowany w innych miejscowościach w Danii oraz w BMW Welt w Monachium.

LEGO i drewniane zabawki

Firma LEGO powstała w 1932 roku w małym miasteczku Billund w Danii. Założycielem był stolarz Ole Kirk Christiansen, który na skutek kryzysu gospodarczego zaczął produkować drewniane zabawki zgodnie ze swoją dewizą „Tylko najlepsze jest wystarczająco dobre”. Nazwa jest zbitką wyrazów Leg Godt, czyli po duńsku „baw się dobrze”. Dopiero w 1947 roku z taśmy produkcyjnej zjechała pierwsza plastikowa zabawka. Prototyp klocka, znanego dziś niemal na całym świecie, powstał w 1949 roku.

Obecnie szacuje się, że na każdego mieszkańca Ziemi przypadają 62 klocki LEGO, a po świecie „chodzi” ponad 5 miliardów ludzików LEGO.

gazeta.pl

Na rondo wjeżdżamy bez włączania lewego kierunkowskazu – wyrok WSA w Gliwicach

Wjeżdżający na skrzyżowanie o ruchu okrężnym nie może sygnalizować zmiany kierunku ruchu lewym kierunkowskazem – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach.

Istotą sporu w rozstrzyganej niedawno sprawie był sposób sygnalizacji przez kierowcę skrętu w prawo na rondzie.

Sprawa dotyczyła egzaminu na prawo jazdy zakończonego niepowodzeniem. Jeden z błędów popełnionych przez zdającego miał polegać na nie włączeniu lewego kierunkowskazu podczas wjeżdżania na skrzyżowanie o ruchu okrężnym (rondo).

Wynik egzaminu unieważnił Marszałek Województwa, który uznał, że egzaminator źle ocenił sytuację podczas wykonywania manewru. Potraktował bowiem to zadanie jako zadanie równoważne z zadaniem „zmiana kierunku w lewo i prawo”. Inaczej mówiąc uznał, że podczas wjeżdżania na skrzyżowanie okrężne (rondo) kierujący winien włączyć lewy kierunkowskaz, a podczas zjeżdżania z niego kierunkowskaz prawy. Tymczasem zdaniem Marszałka nie znajduje to potwierdzenia przepisach Prawo o ruchu drogowym. Nie definiuje ona bowiem pojęcia skrzyżowania o ruchu okrężnym (ronda). Zatem należy traktować je jak zwykłe skrzyżowanie, zatem wjazd na nie nie wymaga zasygnalizowania zmiany kierunku jazdy.

Odwołanie od tej decyzji złożył egzaminator, który przekonywał, że egzaminowany był zobowiązany odpowiednio wcześnie zasygnalizować zmianę kierunku jazdy „w lewo” podczas wjeżdżania na skrzyżowanie o ruchu okrężnym. Odwołał się przy tym do treści dwóch poradników do nauki jazdy autorstwa Bogumiła Leśniewskiego oraz Henryka Próchniewicza. W obu tych opracowaniach wskazuje się, iż podczas wjeżdżania na skrzyżowanie o ruchu okrężnym należy zasygnalizować zmianę kierunku jazdy „w lewo”.

Samorządowe Kolegium Odwoławcze w K. podtrzymało, jednak interpretację Marszałka Województwa. SKO podkreśliło, że zgodnie z § 36 rozporządzenia Ministra Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków znak C-12 „ruch okrężny” oznacza, że na skrzyżowaniu ruch odbywa się ruchem okrężnym dookoła wyspy lub placu w kierunku wskazanym na znaku. Współwystępowanie tego znaku ze znakiem A-7 „ustąp pierwszeństwa przejazdu” skutkuje tym, że wjeżdżający jest zobowiązany do ustąpienia pierwszeństwa przejazdu pojazdom znajdującym się już na skrzyżowaniu. Nie zmienia to tego, że ruch odbywa się dalej w kierunku wskazanym znakiem C-12. – Czyli przy wjeździe na skrzyżowanie o ruchu okrężnym nie następuje zmiana kierunku jazdy i brak podstaw by taki manewr sygnalizować – wskazało SKO.

Egzaminator nie dał za wygraną, i złożył skargę do sądu. Podtrzymał w nim swoją interpretację przepisów, a dodatkowo stwierdził, iż brak definicji „kierunku jazdy” w przepisach prawa uzasadnia sięgnięcie do potocznego rozumienia tego pojęcia. Przytoczył słownikową definicję pojęcia kierunek jako „strona, ku której zwraca się jakiś ruch lub zwrócony jest jakiś przedmiot; droga, linia prowadząca do jakiegoś miejsca”.

W niedawnym wyroku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach uznał, iż w świetle obowiązujących przepisów Prawa o ruchu drogowym wjeżdżający na skrzyżowanie o ruchu okrężnym nie może sygnalizować zmiany kierunku ruchu lewym kierunkowskazem. Jak przy tym zaznaczono nie dotyczy to sytuacji, gdy wjazd na takie skrzyżowanie jest połączony ze zmianą pasa ruchu (np. w przypadku konieczności ominięcia przeszkody, czy też zmiany pasa na samym skrzyżowaniu, jeśli posiada ono co najmniej dwa pasy ruchu).

Zdaniem sądu żaden z przepisów nie nakazuje kierującemu pojazdem sygnalizowania manewru wjazdu na skrzyżowanie. „Rondo” należy uznać za „zwykłe” skrzyżowanie. – Sygnalizacja powinna mieć miejsce podczas zjeżdżania ze skrzyżowania, kiedy to następuje zmiana kierunku ruchu – wyjaśnił WSA.

Dalej sąd objaśnił, że sygnalizowanie wjazdu na skrzyżowanie o ruchu okrężnym lewym kierunkowskazem wskazywałoby, iż kierujący pojazdem zamierza zmienić kierunek jazdy „w lewo” czyli poruszać się po nim kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, co oczywiście naruszało by zasadę ruchu prawostronnego obowiązującego w Polsce. Potwierdzenie tej tezy można znaleźć w opisie znaku drogowego C-12. – Zgodnie z § 36 ust. 1 rozporządzenia Ministra Infrastruktury oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 31 lipca 2002 r. w sprawie znaków drogowych (Dz. U. Nr 170, poz. 1393) znak C-12 „ruch okrężny” oznacza, że na skrzyżowaniu ruch odbywa się ruchem okrężnym dookoła wyspy lub placu w kierunku wskazanym na znaku. Zatem przy wjeździe na takie skrzyżowanie kierujący zachowuje swój dotychczasowy kierunek ruchu. Zmiana kierunku ruchu następuje dopiero przy opuszczaniu skrzyżowania o ruchu okrężnym – napisał w uzasadnieniu sąd.

Orzeczenie jest nieprawomocne.

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z 3 listopada 2016 r. (sygn. akt II SA/Gl 888/16)

rp.pl

List naszego czytelnika jak kupował FJR 1300

Na prośbę naszego czytelnika publikujemy jego list dotyczący historii zakupu motocykla FJR 1300. Historia jest szokująca i chyba jest większym problemem niż tylko ten jeden motocykl. Próbowaliśmy kontaktować się ze sprzedawcą/właścicielem motocykla. Niestety odmówił nam komentarza do sprawy. Zapraszamy do zapoznania się z tą szokująca historią.

Szanowni Państwo!
Zwracam się do Państwa o nagłośnienie sprawy oszustwa przy sprzedaży motocykla. Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem zmiany motocykla na większy. Wybrałem YAMAHE FJR 1300. Na jej zakup przeznaczyłem do 45.000 zł. Po wielu poszukiwaniach znalazłem na OLX motocykl w Dębowej Łęce a sprzedającym byt Pan Wojtera, który podał mi nr. telefonu 693864228. Na maila przesłał mi zdjęcia. Zdecydowany na zakup motocykla udałem się do Pana Wojtery z kolegą . W czasie prezentacji motocykla Pan Wojtera powiedział, że motocykl sprowadził za pośrednictwem rodziny z USA, jest
pierwszym właścicielem, motocykl byt lekko wywrócony ale kupił wszystkie nowe części i je założył. Sprzedaje, gdyż jest kierowca TIR-a i nie ma czasu dla rodziny. Po zakupie motocykl do oględzin przekazałem do serwisu, gdzie serwisuje i naprawiam już 3 motocykl. W serwisie powiedzieli, że motocykl jest po poważniejszym wypadku niż to określał Pan Wojtera. Zwróciłem uwagę, że pierwszy bieg na postoju wchodzi częściej ze zgrzytem jak normalnie z lekkim stukiem. Trudno tu opisywać cały przebieg historii. Najważniejsze budzące moje wątpliwości to jest to, że serwis w którym naprawiam motocykle pokazał mi zdjęcie tego motocykla z nr. ramy jak wyglądał przed wypadkiem. Brak tłumika, czacha przednia na ziemi, kable powyrywane. Zadzwoniłem do pana Wojtyry i powiedziałem , że mnie oszukał, on wówczas stwierdził ,że motocykl zabierze i naprawi w Kran Motocykle w Lasocicach u Pana Stachowiaka. Z kolei Pan Stachowiak w rozmowie telefonicznej potwierdził, że wie o który motocykl chodzi i byty tam zgrzyty ale wg niego wystarczy wymiana tarcz sprzęgła. Na temat uderzonego koła tylnego stwierdził, że koło wyprostuje, Na moje pytanie czy napisze w rachunku prostowanie odpowiedział, że nie wolno kół prostować i może napisać jedynie naprawa. Pisząc o rozmowach telefonicznych zaznaczam, że posiadam nagrania tych rozmów. Pan Wojtera motocykl
zabrał i przywiózł po jakimś czasie, dając mi wymienione tarcze sprzęgła. Motocykl był naprawiany u Pana Stachowiaka w Kran Motocykle. Po sprawdzeniu okazało się , że pomimo wpisania w fakturze „zawieszenie przednie proste”, nadal jest ono krzywe przy pomiarze urząd ze niem Scheibner MEGAM. A.X .. Również tarcze sprzęgła zostały wymienione niepotrzebnie, gdyż ich grubość wynosiła 3mm, a książka serwisowa podaje wymiary tarcz od 2,90 mm do 3,10 mm . Na domiar złego uszkodzono czujnik ABS koła tylnego przy wymianie koła tył. Podbicie koła tył stwierdził serwis KAWASAKI w Lesznie. Dziwiło mnie natomiast to, że Pan Wojtera wszystkie swoje decyzje konsultował z panem Stachowiakiem z Kran Motocykle. Odniosłem być może subiektywne odczucie, że motocykl sprzedaję Pan Stachowiak z Kran Motocykle a Pan Wojtera jest tylko pośrednikiem pomimo, że motocykl zarejestrowany jest na Pana Wojtyre .Sprawa oszustwa znajdzie finał w Sądzie . Pan Wojtera po konsultacji z panem Satachowiakiem zabrał motocykl który stoi w Kan Motocykla Pana Stachowiaka. Mówiąc inaczej zapłaciłem za wadliwy motocykl , którego i tak nie mam. Dlatego informuję aby uważać na sprzedającego podającego nr. tel. 693864228.

Nazwisko i dane osobowe wyłącznie do wiadomości redakcji

Pojedzie 200 km/h bez mrugnięcia okiem. Yamaha przedstawiła robota-motocyklistę

Część firm motoryzacyjnych przygotowuje samosterujące auta. Koncern Yamaha poszedł o krok dalej. Stworzył humanoidalnego robota, którego zadaniem jest jazda motorem. Jego celem jest wykonanie okrążenia na torze szybciej niż dziewięciokrotny mistrz świata Włoch Valentino Rossi.

Motobot, jak nazwano maszynę, zaprezentowano podczas targów motoryzacyjnych w Tokio. Inżynierowie zachwalają, że został stworzony tak, że będzie w stanie pojechać zwykłym, niezmodyfikowanym motocyklem. Automat kontroluje sześć podstawowych urządzeń w motorze – kierownicę, gaz, przedni i tylni hamulec, sprzęgło i manetkę zmiany biegów. Reaguje też na obroty silnika, prędkość i przechył maszyny.

Autonomiczne decyzje

Motobota testowano na yamasze YZF-R1M i poradził sobie dobrze. Potrafił pojechać w prostej linii z prędkością 100 km/godz. Twórcy mają nadzieję, że do 2017 roku będzie w stanie wykonać pełne okrążenie na torze wyścigowym z prędkością przekraczającą 200 km/godz., łącznie z podejmowaniem autonomicznych decyzji dotyczących optymalnego toru jazdy i wykorzystywaniem pełni możliwości motocykla.

POMAGAMY: Zginął pod kołami radiowozu. Matka walczy o prawdę o śmierci syna

Jechali w piątkę: pierwszy Szymon z Michałem, za nim Radek z Maćkiem, na końcu Kamil. Wszyscy chodzili do III klasy gimnazjum. Następnego dnia mieli mieć bierzmowanie. – Tego dnia prosto po lekcjach pojechali do kościoła, była spowiedź, potem jeszcze rekolekcje – opowiada Grażyna Bielec, matka Radka. – Było dość późno, ale zawsze czekałam na powrót syna. Słyszałam, jak przejeżdżali obok domu, Radek mi pomachał. Ucieszyłam się, że pewnie zrobi sobie z kolegami jedną rundkę i zaraz wróci.

Jeździł bezpiecznie

– Tak się z niego cieszył, nie mógł się doczekać, aż się zrobi ciepło – wspomina G. Bielec. – Jeździł codziennie do szkoły, zabierał też siostrę. Wiedziałam, że jeździ bezpiecznie. Inaczej bym na to nie pozwoliła.

Tego wieczoru nastolatkowie umówili się, że wstąpią na hot dogi, przejadą się przez centrum miasta i wrócą. Na skrzyżowaniu Radka i Kamila zatrzymało czerwone światło. Gdy ruszyli, wyprzedził ich, jeszcze na podwójnej ciągłej, VW golf. Zauważyli to funkcjonariusze z zaparkowanego w pobliżu radiowozu. Włączyli sygnały świetlne i pojechali za golfem. Radek chciał skręcić w lewo, na parking przy hali sportowej. Włączył kierunkowskaz i zjechał do osi jezdni. W tym czasie policyjny fiat ducato (w ocenie biegłych jego prędkość wynosiła co najmniej 70 km/h) wyprzedzał go lewym pasem. Skręcający motorower uderzył w bok samochodu. Siła zderzenia odrzuciła go ponad 20 m dalej. Radek upadł głową na jezdnię.

– Policjanci nawet mnie nie powiadomili o wypadku – mówi Grażyna Bielec.

To mama kolegi Radka zadzwoniła do niej, żeby przyjechała do szpitala. Widziała zablokowaną ulicę, słyszała syreny.

– Przeczuwałam, że stało się coś poważnego – wspomina Grażyna Bielec. – Miałam nadzieję, że syna da się uratować, ale gdy dotarłam do szpitala, już nie żył. Nie miałam nawet szansy zdecydować o oddaniu jego narządów do transplantacji. Choć miał dopiero 16 lat, mogłam liczyć na jego wsparcie. Mówił: „Mamo, ty się nie martw, ja się tym zajmę”. Bardzo chciałam zobaczyć go w dorosłym życiu. To niemożliwe, ale byłoby mi lżej, gdybym wiedziała, że mała cząstka mojego Radka żyje w innym człowieku.

„Stałam się wrogiem”

– Przez te 3 lata nikt nie podszedł, nie powiedział, że mu przykro. Na drugi dzień po śmierci syna przynieśli mi jego dokumenty. Nic nie powiedzieli, tylko kazali pokwitować. Lokalne media pisały, że policja udzieliła mi wsparcia psychologicznego. Nic takiego nie było. Przeciwnie, stałam się wrogiem, bo nie chciałam przyjąć, że to moje dziecko spowodowało wypadek – wyznaje.

Śledztwo zostało umorzone, bo prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w postępowaniu kierowcy policyjnego auta. Wprawdzie radiowóz ścigający vw golfa nie był pojazdem uprzywilejowanym (kierowca nie włączył sygnału dźwiękowego, a jedynie świetlny) i – tym samym – złamał zakaz wyprzedzania, ale można mu przypisać jedynie wykroczenie drogowe. Kierowcy ducato nie można obciążać winą za spowodowanie wypadku, bo nic nie wskazywało na to, że któryś z motorowerzystów skręci w lewo.

Błysnęli kogutem

– Radek dojechał do osi jezdni, zasygnalizował, że będzie skręcał. Radiowóz nadjechał szybko. Radek miał na głowie ciężki kask, trudno było się mu obejrzeć do tyłu. Skąd moje dziecko mogło przypuszczać, że w tym miejscu policja będzie chciała go wyprzedzać? – matka dziwi się, że policjanci zachowali się tak beztrosko. – Przecież widzieli, że to jadą dzieciaki, które nie mają doświadczenia na drodze. Powinni przewidzieć, że mogą różnie się zachować. Nawet to, że jak im błysną kogutem z tyłu, to się przestraszą.

Sąd nie uwzględnił jej zażalenia. Kilka dni później dostała pismo, że policja domaga się odszkodowania za zniszczony radiowóz. Dorota Krzywdzik, rzeczniczka ustrzyckiej komendy, tłumaczy, że to standardowe procedury w przypadku uszkodzenia pojazdu.

– Po prawomocnym zakończeniu postępowania wystąpiliśmy do firmy, w której ubezpieczony był motorower, o likwidację szkody z polisy OC – mówi.

Proces oskarżonych o kradzieże motocykli na terenie całego kraju

Przed Sądem Rejonowym z Złotoryi (miejsce gdzie dokonano pierwszej kradzieży) rozpoczął się proces pięciu osób oskarżonych o kradzieże motocykli i paserstwo. Dokonywali oni swoich przestępczych czynów na terenie całego kraju przez dość długi okres czasu. Rozpracowani zostali przez Prokuraturę Okręgową w Legnicy, która to prokuratura wniosła akt oskarżenia. Z nieoficjalnych informacji wynika, iż oskarżeni dokonali znacznie większej liczby przestępstw niż objęte aktem oskarżenia. Wynikać to może między innymi z nie powiązania pewnych kradzieży z działaniami oskarżonych. Dlatego warto aby pokrzywdzenie, którym skradziono motocykle w latach 2008-2009, sami kontaktowali się z Prokuraturą Okręgową w Legnicy i ustalili czy pokrzywdzeni zostali przestępstwem, które można by przypisać oskarżonym w sprawie II K 106/12. Namiary podajemy poniżej.

Prokuratura Okręgowa w Legnicy
prokurator prowadzący postępowanie Dariusz Nowak
sygn. akt: V Ds 26/09
tel. 767231159

Sąd Rejonowy w Złotoryi
II Wydział Karny
sygn. akt: II K 106/12
tel. 768778250

Oskarżeni o kradzieże motocykli

Oskarżeni o kradzieże motocykli