Turek – śmierć motocyklisty

Do tragicznego wypadku doszło w sobotę 17.04.2010 roku o godz. 12.30 w Turku na ul. Słonecznej. W wypadku śmierć poniósł kierujący motocyklem 20-letni mieszkaniec Piętna. Pomimo szybkiej udzielonej pomocy medycznej oraz użycia do transportu śmigłowca nie udało się uratować życia 20-latka.

Całe zdarzenia zaczęło się bardzo prozaicznie. Młody, bo zaledwie 20-letni chłopak pełen życia, energii i zapewne marzeń postanowił zakupić motocykl. Swoje plany chciał zrealizować w sobotę. Wtedy właśnie udał się do Turku pod wcześniej ustalony adres, gdzie oferowano do sprzedaży motocykl .

Jak ustalono strony praktycznie się dogadały i miały sfinalizować transakcję. Jednak 20-latek, aby nie kupować kota w worku; postanowił sprawdzić czy motocykl jest sprawny. Poprosił sprzedającego o krótką przejażdżkę. Pomyślał wcześniej, aby sprawdzić stan techniczny motocykla, jednak nie pomyślał, aby założyć kask ochronny. Krótka przejażdżka zakończyła się bardzo tragicznie. Na ul. Słonecznej jadący motocyklem chłopak nagle się przewrócił, spadł na jednię i uderzył w rosnące na poboczu drzewo.

Uderzenie było bardzo silne i spowodowało obrażenia wewnętrzne i uraz czaszkowo mózgowy. Pierwszej pomocy rannemu chłopakowi udzieliła załoga pogotowia ratunkowego. Jednak z uwagi na bardzo poważny stan chłopaka postanowiono go przetransportować do specjalistycznego szpitala. W tym celu na miejsce został wezwany śmigłowiec medyczny, który drogą lotniczą przetransportował rannego do szpital w Zgierzu.

Mimo udzielonej natychmiastowej pomocy 20-latek zmarł w niedzielę nad ranem w szpitalu w Zgierzu. Policjanci przybyli na miejsce zdarzenia wykonali wszystkie niezbędne czynności, które pozwolą na ustalenie, jakie były dokładne przyczyn tego tragicznego wypadku.

źródło: KWP w Poznaniu

Przestroga dla wszystkich „nieśmiertelnych”

Od naszego przyjaciela z USA dostaliśmy maila ze zdjęciami jako przestroga dla wszystkich „nieśmiertelnych” motocyklistów. Wypadek wyglądał mniej więcej tak, główna drogą jechał motocyklista z prędkością około 160 km/h, z podporządkowanej wyjeżdżał kierowca samochodu i rozmawiał przez telefon komórkowy. Po chwili zdarzył się tragiczny wypadek – 3 osoby śmiertelne – motocyklista i dwie osoby w samochodzie. Uważajcie na siebie, uważajcie na innych, …

Wielkopolska: Tragiczny wypadek – motocyklista i policjant nie żyją!

Wczoraj, około godz. 19, jadący od strony Poznania motocyklista wpadł na wyjeżdżający z komisariatu oznakowany radiowóz. 28-letni kierujący motocyklem zginął na miejscu, policjant zmarł po kilkunastu minutach.

Jak donoszą świadkowie wczoraj w Lipnie (koło Leszna) motocyklista uderzył w wyjeżdżającego z terenu komisariatu oznakowanego Opla Astrę.

Jerzy Maćkowiak, prokurator rejonowy w Lesznie, mówi nam, że z zeznań świadków wynika, że motocyklista jechał z bardzo dużą prędkością, a po przejechaniu skrzyżowania stanął na jednym kole. Jadąc tak uderzył w radiowóz, a siła uderzenia była tak duża, że samochód został przewrócony na bok.

Prokuratura powołała biegłego. Dziś dokona oględzin samochodów i sekcji zwłok. Prokurator podejrzewa, że wyjeżdżający z komisariatu 31-letni policjant nie zauważył jadącego na tylnym kole motocykla. Robiło się już ciemno, a przednie światło mogło być niewidoczne.

Legislacyjna dziura w szkoleniu motocyklistów

Brak przepisów dotyczących szkolenia motocyklistów doprowadza do absurdów. W Lublinie instruktor nauki jazdy został ukarany za to, że kursant na motocyklu wjechał w samochód osobowy. W Legnicy kursantka dostała mandat za jazdę bez uprawnień, mimo że miała kamizelkę z napisem „nauka jazdy”.

Przepisy mówią tylko o tym, jak ma wyglądać egzamin. Zdający ma być ubrany w kamizelkę z ELKĄ, za nim samochodem osobowym ma jechać egzaminator z mechanikiem. Muszą mieć łączność radiową. Szkoły kopiują to rozwiązanie, ale jak mówi Maciej Kulka właściciel szkoły nauki jazdy, „nie ma żadnych przepisów dotyczących szkolenia w ruchu drogowym”.

Wszystko jest dobrze, dopóki nic się nie wydarzy. W sytuacji kiedy kursant np. się przewróci, czy najedzie na samochód, pojawia się problem.

Policjanci w niektórych przypadkach karzą kursanta mandatem za jazdę bez uprawnień, w innym – tak jak w Lublinie – sąd nakłada naganę na instruktora. – Zostałem ukarany za brak odpowiedniego nadzoru nad kursantem – mówi ukarany instruktor. I pyta: Mam za nim biec, siedzieć z tyłu, jechać w wózku bocznym? Jak mam to robić? Niestety, przepisy tego nie regulują. Zapowiada, że odwoła się od wyroku, ponieważ nie można odpowiadać za coś, co nie jest sprecyzowane.

Obecnie sytuacja jest taka, że każdy szkoli, jak uważa, a najbezpieczniej byłoby nie wyjeżdżać poza plac manewrowy, bo nie ma przepisów, które to regulują.

Krzysztof Kot

źródło informacji: RMF