Archiwum miesiąca Maj 2010

Aktualności Można płacić jednogroszówkami za przejazd autostradą. Sąd uniewinnił motocyklistę

Brak komentarzy »

Krakowski sąd uniewinnił dziś motocyklistę od zarzutu tamowania ruchu na autostradzie poprzez wnoszenie opłat jednogroszówkami. Jak stwierdził, monety jednogroszowe są legalnym środkiem płatniczym w Polsce.

Sąd uchylił w tej sprawie zaoczny wyrok nakazowy, na mocy którego motocyklista Maciej S. został skazany na 200 zł grzywny. W wyniku sprzeciwu Macieja S. rozpoznał sprawę na rozprawie i uniewinnił motocyklistę.

- Według obowiązujących w Polsce przepisów, prawnym środkiem płatniczym w Polsce są złotówki, natomiast każda złotówka dzieli się na sto groszy. Dlatego nie można uznać za zachowanie sprzeczne z prawem faktu, że ktoś płaci należność za przejazd płatnym odcinkiem autostrady drobnymi monetami – stwierdził sąd.

„Nie ma obowiązku płacenia odliczoną kwotą”

W uzasadnieniu wyroku uniewinniającego sąd podkreślił, iż prawdziwe okazały się wyjaśnienia motocyklisty, że nie brał on udziału w proteście, ponieważ pojawił się przy bramce godzinę przed rozpoczęciem akcji. Sąd stwierdził także, że działania obwinionego nie były nakierowane na utrudnianie ruchu i nie cechowały się wyjątkową opieszałością. – Podawał on pieniądze określonymi partiami; nie ma prawnego obowiązku płacenia odliczoną kwotą – mówił sąd w uzasadnieniu.

Był to kolejny proces w sprawie protestów motocyklistów przeciwko ponoszeniu takich samych kosztów za przejazd autostradą A4, jak kierowcy samochodów osobowych. W środę w dwóch innych procesach sąd uznał, że motocykliści popełnili wykroczenia polegające na tamowaniu ruchu lub poruszaniu się pieszo po pasie ruchu i ukarał ich grzywną lub naganą.

Motocykliści chcą płacić mniej

Kilkukrotny protest motocyklistów przy bramkach autostrady A4, polegający głównie na masowym podjeżdżaniu do bramek poboru opłat i uiszczaniu opłat monetami o niskich nominałach, dotyczył wysokości tych opłat. Zdaniem motocyklistów, powinni oni płacić mniej niż kierowcy samochodów, ponieważ samochody bardziej niszczą nawierzchnię.

Protestujący podkreślają, że w Europie motocykle albo płaca mniej niż samochody, albo w ogóle nie płaca za przejazd autostradami.

Jak podała mediom firma Stalexport Autostrada Małopolska, zarządzająca autostradą A4, poinformowała ona policję o „27 przypadkach ewidentnego, zamierzonego tamowania ruchu i sześciu przypadkach łamania przepisów o ruchu drogowym, takich jak spacerowanie po autostradzie czy grupowe leżenie na środku jezdni”. Na podstawie tych zawiadomień policja przygotowała wnioski o ukaranie.

Już wcześniej media cytowały komentarz Miejskiego Rzecznika Praw Konsumentów w Krakowie, który stwierdził, że „moneta 1-groszowa jest takim samym pieniądzem jak złotówka, dwa lub pięć złotych. Dodał, że nie ma przepisów nakazujących Polakom chodzenia na zakupy tylko z odliczoną kwotą. A zapłata za przejazd autostradą A4 Kraków – Katowice jest niczym innym jak wykupieniem biletu”.

Aktualności Brawurowy pościg w środku miasta. Brawo Seba!

Brak komentarzy »

Te wydarzenia rozegrały się dziś około siedemnastej. Aneta Piotrowska prowadzi kiosk niemal naprzeciw zebry, na której doszło do wypadku, a właściwie dokładnie naprzeciw miejsca, gdzie spadł z maski wózek.

- Sama mam trójkę dzieci, dlatego szczególnie mnie to poruszyło. Wie pan coś o tym małym? Żyje? – pyta.

Na wiadomość, że dzieciom nic nie jest, wyraźnie się uspokaja. Mówi, że na tym przejściu co chwilę dochodzi do potrąceń i że sama woli przejść kawałek dalej, łamiąc przepisy, ale jest bezpieczniej.

- Ta kobieta była gdzieś w połowie przejścia. Jednego chłopca prowadziła za rękę, drugie dziecko pchała przed sobą w wózku. I wtedy ten samochód wjechał w nich. Tego starszego chłopca tylko drasnął. Wózek wiózł na masce, aż tutaj mu spadł – wskazuje ręką. – Chwilę później przejeżdżała granatowa mazda. Zatrzymała się. Wysiadł mężczyzna, miał stetoskop – pewnie był lekarzem. To on wyjął tego dzieciaczka z wózeczka i położył na trawie. Karetki były za moment. Bardzo szybko.

Kobieta spacerująca z dziećmi nie była ich mamą. To opiekunka. Na tyle rozsądna, że zapięła dziecko, które wiozła w spacerówce, pasami, żeby nie wypadło.

- Być może dzięki temu obrażenia nie są aż tak wielkie – mówi Mirosława Rudzińska z biura prasowego KWP. – Dziecko przewieziono do szpitala przy Unii Lubelskiej. Ma obrażenia głowy, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Drugi chłopiec mniej ucierpiał.

- Przez chwilę leżał na pasach, ale wstał o własnych siłach i przyszedł do wózka – przypomina sobie Aneta Piotrowska.

Wypadek obserwował jadący motocyklem Sebastian Wołosz, pracownik zakładu fotograficznego na Duńskiej. Gdy zobaczył, że samochód się nie zatrzymuje, ruszył za nim.

- Makabrycznie to wyglądało, centralnie przejechał wózek. Chciałem go zatrzymać od razu, ale się nie udało. Zacząłem go gonić po mieście. Przejechałem dobre kilka kilometrów – opowiada. Momentami 120 na godzinę.

Po drodze kilka razy Sebastian próbował wyprzedzić uciekające auto i zajechać mu drogę.

- Ten wówczas odbijał w lewo, spychając mnie z jezdni. Kilka razy uderzył w motor. Zjeżdżałem na przeciwległy pas, zwalniałem i dalej go goniłem – opowiada.

Mazda z rozbitymi światłami i pokiereszowanym przodem wjechała w wąskie uliczki Bolinka. Przez Cyryla i Metodego, św. Marcina dojechała do Rynkowej. Tam pirat zatrzymał się, wyskoczył z auta i zaczął uciekać. Sebastian rzucił motocykl i z ważącym kilkanaście kilogramów plecakiem, w kasku na głowie ruszył za nim. Dopadł go między garażami a skarpą.

- Pomógł mi jakiś mężczyzna. Powaliliśmy go na ziemię. Krzyczał „ja nic nie zrobiłem, nikogo nie potrąciłem, przepraszam, przepraszam” – wspomina Sebastian.

Ktoś zadzwonił na policję. Nawet nie wiadomo kto.

- Jak go ścigałem, cały czas trąbiłem i wołałem, by ludzie zadzwonili na policję – mówi Wołosz.

Policjanci przyjechali parę minut po tym jak Sebastian dopadł sprawcę. Mężczyzna. 35 lat. Badanie alkomatem wykazało u kierowcy mazdy 1,5 promila alkoholu.

Wieści między ludźmi rozchodziły się momentalnie. Nawet kilka kilometrów od miejsca wypadku. Gdyby nie policjanci, przypadkowi przychodnie zlinczowaliby sprawcę. Jakiś mężczyzna chciał otworzyć drzwi radiowozu i wyciągnąć go ze środka: – Zabiję skur… Taki sam kilka lat temu zabił mi na drodze 12-letnią córkę i żonę! – krzyczał.

A na miejscu wypadku już krążyły plotki o zdarzeniu w kilku wersjach. – Panie, jakiś facet na motorze wjechał w wózek – mówił starszy mężczyzna. Przytaknęła mu obok kobieta.

Gdy się dowiadują, jak było naprawdę, zawstydzeni przepraszają.

Czemu go tak długo goniłeś, a potem jeszcze biegłeś za nim? – pytam Sebastiana.

- Nie wiem, skąd miałem siły i odwagę. Adrenalina – stwierdza.

Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin