Grzywna dla szefa Komendy Głównej. Policja zapłaciła 5 tys. kary, bo ich prawnicy „źle zrozumieli” pismo

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nałożył na komendanta grzywnę za to, jak obszedł się z pewną skargą. Zamiast odpowiedzieć na nią i odesłać, policja zachowała się tak, jakby skargi w ogóle nie było. Jak ustaliło TOK FM, w październiku grzywna została zapłacona. Z budżetu policji.
Cała sprawa zaczęła się 1 kwietnia 2011 r. od zatrzymania pewnego kierowcy przez policjantów z Bydgoszczy. Zrobili kierowcy badanie na narkotyki, wynik był pozytywny. Dziś wiadomo, że urządzenie musiało się pomylić. Mężczyzna zrobił badania krwi, z których wynika, że nie był pod wpływem narkotyków i niesłusznie zatrzymano mu prawo jazdy.

Narkotest? Nie mamy takiego modelu

Stowarzyszenie „Duae rotae”, które działa w imieniu kierowcy, w sierpniu ub.r. wystąpiło do policji o wszelkie dane dotyczące narkotestu, którego użyli policjanci. Prosili (na drodze dostępu do informacji publicznej) o skany dokumentacji urządzenia, które było na wyposażeniu Komendy Miejskiej w Bydgoszczy. Policja, choć jest do tego zobowiązana, dokumentów nie przekazała.

We wrześniu 2011 r. komenda poinformowała, że odnalazła akta przetargu. Ale wynika z nich, że narkotestu, na który wskazało stowarzyszenie, w ogóle nie kupiono (bo wybrano inną ofertę).

Stowarzyszenie nie odpuszczało. „Twierdzenie to nie polega na prawdzie, ponieważ 1 kwietnia 2011 roku policjanci z KP Bydgoszcz-Fordon urządzeniem pomiarowym – tu pada jego nazwa i numer seryjny – wykonali błędne badanie, co doprowadziło do zatrzymania prawa jazdy kierowcy” – pisze stowarzyszenie. Uznało przy tym, że policja, nie udostępniając dokumentacji urządzenia, dopuściła się „bezczynności” – to zapis z przepisów prawa – i dlatego poszło do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie ze skargą na bezczynność komendanta głównego.

Skarga jest, ale komenda na nią nie odpowiada

Stowarzyszenie złożyło skargę bezpośrednio w sądzie, a sąd przesłał ją do Komendy Głównej. – Komendant miał 15 dni, aby wypowiedzieć się ws. skargi i przesłać swoje stanowisko z powrotem do sądu wraz z aktami postępowania. Organ nie wykonał tego obowiązku i stąd ta grzywna – tłumaczy zawiłości sprawy mecenas Paulina Lipińska, która przeanalizowała dla nas akta.

„Mimo upływu prawie siedmiu miesięcy od dnia złożenia skargi, organ nie wykonał ciążącego na nim obowiązku i nie przekazał jej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Istotne jest również to, że organ – pomimo dwukrotnego wezwania przez Sąd – nie udzielił odpowiedzi na wniosek o wymierzenie grzywny” – czytamy w uzasadnieniu decyzji sądu.

Skąd kara pieniężna? „Chodzi o symbol”

Sąd nie musiał karać komendanta grzywną, bo w przepisach jest jedynie sformułowania, że „może” taką karę nałożyć. – Dzieje się to na wniosek skarżącego – dodaje Lipińska. Prawo określa wysokość ewentualnej grzywny: do 10-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. – W tym wypadku jest to może wysokość symboliczna, ale to jednak pewien symbol, że organ dopuścił się poważnego zaniechania – mówi Lipińska.

Bo prawnicy inaczej zrozumieli

Komendant musiał zapłacić, bo jego prawnicy przyjęli błędną interpretację przepisów.

Pośrednio potwierdza to w rozmowie z nami Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej. – Sądziliśmy, że skarga, która została złożona bezpośrednio do sądu (i przez sąd przesłana policji – przyp.red.), nie powoduje wszczęcia postępowania administracyjno-sądowego. Sąd naszego stanowiska nie podzieli, nałożył na komendanta głównego grzywnę – mówi Hajdas.

Przyznaje, że grzywna już została zapłacona, z budżetu policji, bo ukarany został komendant jako „organ”. – Takie sytuacje są jednak wyjątkowe. Mamy bardzo dobrych prawników – przekonuje Hajdas – Ale czasami te różnice w interpretacji przepisów niestety są – podkreśla.

Pisz na Berdyczów?

– Wydawać by się mogło, że w rzeczywistości prosta sprawa, a napotyka na tak skomplikowaną drogę. Moim zdaniem, to przykład skrajnej opieszałości ze strony policji – mówi Maciej Kwiecień ze Stowarzyszenia „Duae rotae”. Przyznaje, że zwlekanie z odpowiedzią na pytanie zadane w drodze informacji publicznej, nie jest zaskakujące. – Niestety, spotykamy się z wieloma sytuacjami, gdzie różne organy władzy publicznej, tak mówiąc najogólniej, są opieszałe w wykonywaniu swoich czynności i powinności – dodaje Kwiecień.

Stowarzyszenie w dalszym ciągu czeka na informacje dotyczące narkotestów: ich producenta i wszelkich danych ze specyfikacji. Ale tą sprawą, merytorycznie, sąd administracyjny jeszcze się nie zajmował.

tokfm.pl

Podziękowania dla Transalp Klub Polska

Fundacja „DUAE ROTAE” pragnie podziękować Transalp Klub Polska http://www.transalpclub.pl/ za darowiznę przekazaną na rzecz naszej fundacji. Co tu dużo pisać, dziękujemy za pamięć i dziękujemy w imieniu tych, którzy nawet gdyby bardzo chcieli podziękować nie mogą. Być może dzięki tym środkom, ktoś zrobi choćby mały kroczek, kroczek o którym teraz może tylko pomarzyć … Takie jest życie motocyklisty, po prostu dziękujemy Wam przyjaciele z Transalp Klub Polska.

Transalp Klub Polska

Potrzebna pomoc dla Dawida

Dwa lata temu Dawid uległ ciężkiemu wypadkowi na motocyklu, w wyniku którego doznał poważnych urazów czaszkowo-mózgowych.Przed wypadkiem Dawid był pełnym marzeń i życiowych celów młodym człowiekiem,który jak mówią jego przyjaciele, nie potrafił przejść obojętnie obok potrzebującej osoby. Nic dziwnego, że planował zacząć studia w kierunku fizjoterapii, a jako cel stawiał sobie pomoc niepełnosprawnym dzieciom.
Niestety w kilku sekundach zmieniło się całe jego życie i teraz to on potrzebuje pomocy nadzieja dla Dawida przyszła z Chin, gdzie wykonywane są przeszczepy komórek macierzystych. Komórki macierzyste mogą regenerować zniszczoną tkankę, więc taki przeszczep to jedyna znana obecnie terapia, dzięki której możliwy jest powrót do zdrowia. Terapia w chińskiej klinice nie jest tania jej koszt to ok 100 tysięcy złotych dlatego też zwracamy się z uprzejmą prośbą do LUDZI DOBREJ WOLI (którzy tak jak on, nie potrafią przejść obok ludzkiego cierpienia) o wsparcie finansowe gdyż rodziców nie stać na opłacanie jej. Każda Państwa złotówka jest ogromnie ważna w spełnieniu marzeń Dawida.

Dawid

Na Jasnej Górze zlekceważono tysiące motocyklistów …

Kilka tysięcy motocyklistów przyjechało w niedzielne przedpołudnie na Jasną Górę. Liczyli na własną mszę polową odprawioną jak co roku na błoniach. Paulini byli nieugięci i mszy polowej odmówili. Motocykliści, protestując, włączali klaksony i silniki motorów.
– To jest środowisko, które potrzebuje Boga, jeżeli mszy dla tylu tysięcy ludzi nie będzie, to paulini się skompromitują – mówił nam ksiądz Krzysztof, który przyjechał do Częstochowy z grupą poznańskich motocyklistów.

Sprawcą całego zamieszania jest Wiktor Węgrzyn, szef stowarzyszenia Rajd Katyński, które od 9 lat organizowało na Jasnej Górze uroczyste otwarcie sezonu motocyklowego.

W tym roku Węgrzyn przeniósł imprezę do Gietrzwałdu na Mazurach, ponieważ obraził się na władze Częstochowy, które w przeddzień zlotu zorganizowały na placu Biegańskiego koncert Acid Drinkers. Zdaniem Węgrzyna muzyka metalowa nie pasuje do idei zlotu, bo jego stowarzyszenie od lat organizuje pomoc dla Polaków na Wschodzie, więc władze mogły zorganizować np. koncert muzyki kresowej.

Specjalnie przyjechaliśmy na swoją mszę. A tu takie draństwo

Tak więc już w marcu Jasna Góra oficjalnie odwołała pielgrzymkę motocyklistów, przenosząc ją do Gietrzwałdu. W piątek rano wyjechała tam z Jasnej Góry kopia Cudownego Obrazu.

Jeszcze w niedzielę przed południem wydawało się, że rozpoczęcie sezonu motocyklowego w Częstochowie będzie wyglądało tak jak przez minione 9 lat: kończąca zlot msza polowa, a po niej błogosławieństwo i poświęcenie motocykli. Tym bardziej że w piątek ojcowie paulini zgodzili się na wjazd motocykli na błonia – mimo prowadzonej tam renowacji.

Już na dwie godziny przed zapowiadaną przez częstochowskich organizatorów dni motocyklowych mszą na jasnogórskich błoniach i w al. Sienkiewicza zaparkowały jednoślady. Na mszę czekało kilka tysięcy motocyklistów. Tymczasem z głośników popłynął komunikat, że mszy na błoniach nie będzie i ojcowie paulini zapraszają do bazyliki. Motocykliści zaprotestowali, zaryczały silniki motorów, zawyły klaksony.

– To skandal, dlaczego nas lekceważą, specjalnie przyjechaliśmy na Jasną Górę na swoją mszę, a teraz dowiadujemy się, że jej tu nie będzie – słychać było głosy oburzenia. Nawet niezwiązani z tym środowiskiem wierni nie kryli oburzenia.

– To draństwo, co wam zrobili – mówiła do odzianych w skórzane kombinezony młodzieńców starsza pani.

Paulini nieugięci. Zapraszają na mszę do bazyliki

– Nie mamy na to wpływu, nasz ksiądz jeszcze z ojcami paulinami rozmawia, na razie nie ma nawet zgody na poświęcenie motocykli – usłyszeliśmy od Piotra Knysaka, jednego z organizatorów zlotu.

Po kolejnym komunikacie, że mszy na błoniach nie będzie, na ołtarzu polowym pojawił się paulin o. Cyryl Motyl. – Boże, spraw, aby te pojazdy, dzieło Twoje i pracy ludzkiej, dzięki Twemu błogosławieństwu służyły dobru człowieka, jego pracy i wypoczynkowi – błogosławił o. Cyryl Motyl. Dokonał symbolicznego poświęcenia motorów oraz zaprosił na modlitwę do bazyliki.

O godz. 13 rozpoczęła się tam msza – kierowana głównie do strażaków z powiatu mieleckiego, którzy przyjechali na doroczną pielgrzymkę. Powitano też motocyklistów. W bazylice była ich jednak garstka. Miłośnicy motocykli nie kryli rozczarowania.

– Dla dwustu kupców zrobili osobną mszę w kaplicy. Nam dali do zrozumienia: s…dalajcie – dzielił się wrażeniami z pobytu na Jasnej Górze przez komórkę motocyklista z Warszawy. Chciał jeszcze zdążyć na otwarcie sezonu na Bemowie.

W weekend na zlot do Częstochowy przybyło ponad 5 tys. motocyklistów.

W oficjalnym komunikacie prasowym Jasna Góra przypomina, że „9. Motocyklowy Zlot Gwiaździsty trwa w dniach 13-15 kwietnia w Gietrzwałdzie k. Olsztyna na Mazurach. Decyzję o przeniesieniu zlotu z Jasnej Góry do sanktuarium maryjnego w Gietrzwałdzie podjął Wiktor Węgrzyn, prezes Stowarzyszenia Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego i organizator Jasnogórskich Zlotów i Motocyklowych Rajdów Katyńskich”.

W niedzielę odbyły się główne uroczystości na gietrzwałdzkich błoniach, motocyklistów było tam blisko 2 tys. – znacznie mniej niż tych, którzy pojawili się na Jasnej Górze. Ale tam mszę św. odprawił metropolita warmiński abp Wojciech Ziemba. Pobłogosławił motocyklistów, a kilku księży, jadąc motocyklem jako pasażerowie, poświęciło maszyny pielgrzymów.

Wiktor Węgrzyn na koniec podziękował za patronat nad zlotem. – Jest nas mniej niż w latach poprzednich. Ale tu zgromadzeni są ci, dla których słowa Bóg, Honor i Ojczyzna, nie są słowami pustymi – mówił.

gazeta.pl

Zlot Gwiaździsty Częstochowa 2012 – odbędzie się!!!

Oświadczenie

W związku z oświadczeniem z dnia 15.03.2012r. organizatora Rajdu Katyńskiego, o przeniesieniu zlotu informujemy, że ZLOT GWIAŹDZISTY NA JASNEJ GÓRZE 2012 r. odbędzie się w zaplanowanym terminie tj. 15.04.2012r. w CZĘSTOCHOWIE zgodnie z kilkudziesięcioletnią tradycją. Zlot organizują Kluby Motocyklowe, które tak jak to było w ostatnich latach, aktywnie uczestniczyły w jego przygotowaniu. Msza święta rozpocznie się o godz. 13.00.

Zlot Gwiaździsty z Mszą Św. i Poświęceniem motocykli jest organizowany przez Częstochowskie Towarzystwo Motocyklowe od 1935r.

Nie rozumiemy stanowiska pana Wiktora Węgrzyna, który swoim oświadczeniem próbuje obniżyć rangę Zlotu na Jasnej Górze samodzielnie przenosząc go w inne miejsce.

Jednocześnie zapraszamy na imprezy towarzyszące w przeddzień zlotu tj.14.04.2012r. organizowane przez C-B-W.

W programie m.in. pokazy motocykli, jazdy testowe, występy zespołów rockowych oraz występ zespołu Acid Drinkers.

Zapraszamy

W dniach 14-15 kwietnia 2012 r. w Częstochowie,

przy okazji otwarcia sezonu motocyklowego na Jasnej Górze odbędą się

I Ogólnopolskie Dni Motocyklowe Custom Bike Works

http://www.c-b-w.pl/

Potrzebna pomoc dla Marcina

To miała być niedzielna wycieczka Ojca z Synem… Była piękna, sierpniowa pogoda, długi weekend – idealne warunki, żeby zobaczyć Ojcowski Park Narodowy i Skałę. Postanowiliśmy, że zrobimy to razem tak jak lubimy najbardziej – na motocyklu. Odpowiednio ubrani ruszamy koło godziny 12.00, jedziemy do Olkusza.

Tak zaczyna się historia wypadku Marcina Pawłowskiego

– Skręciliśmy z trasy krajowej 94 na drogę wojewódzką 773 – spokojna, kręta, wręcz idealna do delektowania się turystyczną, wolną jazdą motocyklem droga. Dodam, że jestem turystą motocyklowym – uwielbiam „połykać” kilometry podziwiając otoczenie i okolicę, przez którą jadę. Wjechaliśmy do miejscowości Sułoszowa – decyzja mogła być jedna: jedziemy wolniej. Niedziela, żniwa, piękna pogoda. Ryzyko ogromne – dziecko na drodze za zakrętem, kombajn wyjeżdżający z bocznej drogi, pola, bramy czy wczorajszy weselnik… Utrzymujemy prędkość w granicach 50 km/h – bezpiecznie, zatrzymanie możliwe praktycznie natychmiast. Mijamy wracających z Ojcowa wielu motocyklistów – obowiązkowo lewa w górę (motocyklowe pozdrowienie) Jest super. Nagle na lewym łagodnym łuku…

Przytomność odzyskałem gdy nadlatywał śmigłowiec. Pierwsza myśl, pierwsze słowa, wręcz krzyk: „GDZIE JEST MŁODY, GDZIE JEST MÓJ SYN!?” Ratownik, który udzielał mi pomocy powiedział: „Leż spokojnie – nic mu nie jest. Jak Ty leżałeś nieprzytomny – on kierował akcją ratunkową. Dzielnego masz chłopaka”… Słyszę głos Syna – ma dopiero 14 lat – mówi, że nic mu nie jest, że ma „tylko” złamaną prawą rękę powyżej nadgarstka. Mówi, że jest dobrze i dzwoni do mamy. Powie jej co się stało. Właśnie, co się stało? Co ze mną? Lewa noga – działa, prawa noga – działa… uff – kręgosłup cały. Głowa ok – ratownik może zdjąć mi kask. Prawa ręka – działa, lewa – niestety nie działa. Pierwsza myśl – połamana. Poskładają, zrośnie się i będzie dobrze. Telefon do szefa z krótką informacją – „Tomek, miałem wypadek. Zabierają mnie śmigłem do szpitala. Będę dzwonił.” Zaczęło boleć, bardzo boleć… Lewy bark i kręgosłup między łopatkami. W szpitalu po pierwszych prześwietleniach i tomografii okazało się, że kręgosłup złamany w trzech miejscach, złamane trzy żebra, bardzo poważne uszkodzenie barku i splotu barkowego, stłuczenie klatki piersiowej i krew w płucach… Po za kręgosłupem i żebrami wszystkie kości i rdzeń kręgowy całe, ale i tak nie jest dobrze… W głowie wciąż tylko jedno pytanie: co się stało? Nikt jeszcze mi na to pytanie nie odpowiedział. Krzysiek (mój Syn) pojechał do szpitala w Olkuszu. Dzwoni żona, powiedziałem jej gdzie jestem, co wiem, wypytałem o Młodego. Powiedziała mi, że jedzie do mnie i powie mi co się stało. Wszystkiego dowiedziała się od Krzyśka, który dokładnie pamięta całe zdarzenie.

Nadjechał z tyłu, z ogromną prędkością… Nawet nie hamował – trafił w lewą stronę tylnego koła naszego motocykla. Prędkość miał tak dużą, że w konfrontacji jadących w tym samym kierunku dwustukilkukilogramowej Hondy Transalp i ponad tonowego VW Golfa II ten drugi przewraca się na bok… Dlaczego? Dlaczego nie hamował – byliśmy widoczni, dobrze ubrani, pogoda była piękna, warunki drogowe idealne. Odpowiedź na to pytanie okazała się bardzo prosta:
Kierowca miał:
– około 25 lat
– 4,11 promila alkoholu we krwi!!!
Kierowca nie miał:
– uprawnień do kierowania pojazdem – prawa jazdy
– ubezpieczenia OC
– do tego jeszcze przed wypadkiem był poszukiwany przez Policję

Pierwsza doba w szpitalu to istny koszmar. Ból nie do zniesienia – i to nie tylko ten fizyczny. W głowie milion myśli… Czy zrobiłem wszystko, żeby tego uniknąć? Może ja jestem czemuś winien, mogłem zabić swoje dziecko, zabić siebie… Co poszło nie tak? Jednym słowem dramat, łzy i strach co będzie dalej, co z pracą – przecież tyle jest do zrobienia…

Druga doba to więcej szczegółów o stanie zdrowia – kręgosłup ok., niestety lewa ręka będzie wymagała bardzo długiej rehabilitacji. W wyniku wypadku uszkodzony został splot barkowy, a co za tym idzie nerwy odpowiadające za motorykę kończyny – z rdzenia kręgowego wyrwane zostały korzenie nerwowe. W tej chwili ręka jest zupełnie bezwładna ale jestem dobrej myśli – będzie dobrze. Trzeba wziąć się w garść i wracać do rzeczywistości. Niestety z drugiej strony barykady stoją finanse, a ściślej mówiąc budżet domowy. Wydatki, jakie poniosłem do tej pory na wszystko co związane z leczeniem moich obrażeń i obrażeń mojego dziecka znacznie przekroczyły 8000 złotych, a dodam, że od wypadku minęły dopiero cztery miesiące i tak naprawdę przeprowadzona została tylko dokładna diagnostyka…

Największe wydatki i cierpienie dopiero przede mną. Operacje, rehabilitacja. Na domiar złego pracodawca mojej Żony postanowił nie przedłużyć z Nią umowy o pracę tłumacząc to likwidacją stanowiska – 11 listopada zasiliła szeregi osób bezrobotnych. W najbliższym czasie czeka mnie kilka operacji barku i rdzenia kręgowego – w tym jedna z nich będzie musiała odbyć się za granicą. Niestety poziom polskiej wiedzy medycznej i wyposażenie polskich szpitali nie pozwala na rekonstrukcję nerwów wyrwanych z rdzenia kręgowego. Mało tego, według opinii jednego z czołowych polskich neurochirurgów podjęcie się takiej operacji w polskich warunkach nie dość, że nie daje cienia szansy na powodzenie to niesie za sobą ogromne ryzyko zupełnego utracenia jakiejkolwiek sprawności, która pozostała w kończynie (dłoń).

Koszt operacji, której podjęcia zdecydowali się neurochirurdzy z kliniki w niemieckim Aachen oscyluje w okolicy 10000 Euro. Będąc w bardzo trudnej sytuacji i bez większych perspektyw na powrót do zdrowia w polskich warunkach jestem zmuszony prosić Was o pomoc. Proszę również o wsparcie w nagłośnieniu mojego problemu. Być może dzięki Wam znajdą się dobrzy ludzie, którzy też będą chcieli mi pomóc…

Marcin Pawłowski przed wypadkiem

Poniżej dane do przelewu:
MARCIN PAWŁOWSKI
nr rach: 39 1240 1170 1111 0000 2418 0625

lub wydzielony rachunek bankowy naszej fundacji
Fundacja „DUAE ROTAE”
ul. Woj. Pol. 13, 58-200 Dzierżoniów
73 2130 0004 2001 0244 0899 0004
z dopiskiem – POMOC DLA MARCINA

Zarzut dla kierowcy toyoty ws. wypadku Jarosława Wałęsy

Zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku, w którym we wrześniu 2011 r. w Stropkowie (woj. mazowieckie) ranny został europoseł PO Jarosław Wałęsa, przedstawiła kierowcy toyoty Prokuratura Rejonowa w Sierpcu. Grozi za to od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Jak poinformowała dziś rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Płocku Iwona Śmigielska-Kowalska, z ustaleń śledztwa wynika, że kierowca toyoty, wyjeżdżając na drogę z pobocza, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu motocyklowi kierowanemu przez Jarosława Wałęsę.

Nie ustąpił pierwszeństwa motocyklowi

Śmigielska-Kowalska ujawniła, że zarzut, który został przedstawiony kierowcy toyoty 17 lutego, dotyczy nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, a sam kierowca toyoty odmówił wówczas składania wyjaśnień.

Według prokuratury kierowca toyoty naruszył przepisy ruchu drogowego w trakcie manewru zawracania, gdy wyjeżdżał na drogę zza stojącego na poboczu samochodu ciężarowego. „Kierowca toyoty nie ustąpił po prostu pierwszeństwa przejazdu motocyklowi” – uściśliła Śmigielska-Kowalska.

Na początku lutego prokuratura otrzymała z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie opinię dotyczącą rekonstrukcji przebiegu wypadku. W dokumencie tym biegli określili m.in. sposób zachowania uczestników wypadku, czyli kierowcy toyoty i kierującego motocyklem Jarosława Wałęsy, a także prędkość, z jaką Jarosław Wałęsa mógł jechać motocyklem; w miejscu, gdzie doszło do wypadku, maksymalna dozwolona prędkość to 90 km/godz.

Jarosław Wałęsa jechał 115 km/godz.

Jak powiedziała Śmigielska-Kowalska, biegli ustalili, że w chwili wypadku motocykl Jarosława Wałęsy poruszał się z prędkością ok. 115 km/godz. Dodała, że obecnie nie ma decyzji dotyczącej przekroczenia dozwolonej prędkości przez Jarosława Wałęsę.

Do wypadku doszło 2 września 2011 r. w miejscowości Stropkowo (woj. mazowieckie) na drodze krajowej nr 10 Toruń – Warszawa, gdy stojąca na poboczu terenowa toyota włączała się do ruchu. Wtedy nastąpiło zderzenie z jadącym drogą motocyklem kierowanym przez Jarosława Wałęsę. Wcześniej toyota zatrzymała się na poboczu w pobliżu stojącego tam samochodu ciężarowego, który uległ awarii. Badania wykazały, że obaj kierujący byli trzeźwi.

W związku z wypadkiem Prokuratura Rejonowa w Sierpcu wszczęła śledztwo w sprawie naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i spowodowania wypadku, którego skutkiem były obrażenia ciała.

W ramach postępowania w październiku 2011 r. Jarosław Wałęsa został przesłuchany jako świadek. Przesłuchanie, które trwało kilkanaście minut, odbyło się w Wojskowym Instytucie Medycznym. Jarosław Wałęsa nie pamiętał przebiegu wypadku – tak informował po przesłuchaniu jego pełnomocnik mecenas Dariusz Strzelecki.

Po wypadku Jarosław Wałęsa w stanie bardzo ciężkim został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Szpitala Wojewódzkiego w Płocku i jeszcze tego samego dnia wieczorem, także śmigłowcem, do warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów. Badania wykazały, że w wypadku doznał wielu złamań, m.in.: kości udowych, miednicy, kości przedramion, uszkodzony został też kręgosłup.

W połowie września 2011 r. lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie poinformowali, że zakończyli wszystkie planowane operacje Jarosława Wałęsy – w sumie było ich 17.

gazeta.pl

Mariusz Ignatowicz przeprasza Fundacje!

Po przegranym procesie z powództwa naszej Fundacji, Mariusz Ignatowicz redaktor naczelny upadającego czasopisma „Motovoyager” zmuszony został do przeproszenia nas i zapłaty. Niestety sam wyrok dla Mariusza Ignatowicza nie wystarczył, dopiero groźba egzekucji komorniczej, w tym zajęcie tytułów prasowych znacznie przyspieszyło działania tego człowieka. Oszczerca Mariusz Ignatowicz został słusznie i przykładnie ukarany, a dzięki swoim kłamstwom popsuł zarówno swoją reputację jak i swojego czasopisma. Otrzymaliśmy wiele maili od motocyklistów z wyrazami poparcia i solidarności. Wstyd jednak pozostaje, że taki nikczemny człowiek jak Mariusz Ignatowicz raczy się mianować jednym z nas – motocyklistów.

Oszczerca Mariusz Ignatowicz przeprasza

Oszczerca Mariusz Ignatowicz przeprasza

Wielkopolskie. Nietrzeźwy rowerzysta sprawcą śmiertelnego wypadku

Kara do 12 lat więzienia grozi nietrzeźwemu 23-letniemu rowerzyście, który na drodze krajowej nr 8 w miejscowości Trzebień (Wielkopolska) spowodował śmiertelny wypadek.
Jak poinformował w poniedziałek PAP zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wielkopolskim Janusz Walczak, w wypadku zginął 47-letni motocyklista. Akt oskarżenia w tej sprawie skierowano do sądu w Kępnie.

Rowerzysta, włączając się do ruchu, nie udzielił pierwszeństwa przejazdu jadącemu drogą główną motocykliście. „W wyniku zderzenia motocyklista doznał uszkodzeń ciała, w tym głowy, co doprowadziło do jego śmierci” – wyjaśnił prokurator.

Jak wykazało śledztwo, rowerzysta gwałtownie zjechał z chodnika na jezdnię, bezpośrednio przed nadjeżdżającym motocyklistą. Badania wykazały 0,9 prom. alkoholu w jego organizmie.

Rowerzysta został oskarżony o umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego.

Mariusz Igantowicz z MOTOVOYAGERA musi przeprosić naszą fundację!!!

Tak wynika z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który zapadł 27 października 2011 roku. Przypomnijmy, iż w tekście jaki ukazał się na łamach podupadającego pisma „MOTOVOYAGR” w numerze II w 2009 roku, Mariusz Igantowicz w sposób zupełnie zdumiewający i fałszywy oskarżył naszą fundację o „pseudocharytatywną działalność” oraz podał inne „fakty”, które nie polegały na prawdzie. W wyniku procesu sądowego, zapadł wyrok który w całości potwierdził, iż opublikowane przez Mariusza Ignatowicza rewelacje, nie polegały na prawdzie, były to po prostu kłamstwa, które naruszyły dobre imię fundacji. Zeznający w procesie świadkowie, nie mieli wątpliwości, iż Pan Mariusz Ignatowicz kłamał i oczerniał fundację. Bardzo się cieszymy, iż Sąd uznał za kłamstwa twierdzenia Mariusza Ignatowicza jako redaktora naczelnego „MOTOVOYAGERa”, szkoda nam tylko, iż musieli w tym uczestniczyć poszkodowani i jeszcze raz wspominać swoich zmarłych. Musieli to zrobić ponieważ, KTOŚ nie mógł pogodzić się z myślą że nasza fundacja pomaga poszkodowanym i robi to zupełnie bezinteresownie w miarę swoich środków finansowych. Bardzo dziękujemy tym świadkom i przepraszamy w imieniu sfrustrowanego człowieka, który wylał noszoną chyba przez lata gorycz jakiejś porażki. Powinien się Pan wstydzić Panie Ignatowicz.

Ignatowicz musi przeprosić naszą fundację.